poniedziałek, 16 maja 2011

sukces w 300 dni!

sukces w 300 dni!

Autorem artykułu jest Kacper Korzeniewski


Osiągnij sukces w mniej niż rok.
Opisana strategia działa w kontekście finansowym.
Możesz sprawdzić, czy zadziała w innym.
Witaj.
W tym artykule opiszę Tobie strategię, którą właśnie rozwijam, którą tworzę, która zawiera rady, umiejętności i techniki, abyś od zera w ciągu 300 dni osiągnął subiektywny sukces finansowy. Oczywiście możesz przenieść tę strategię na inne płaszczyzny, poza biznesowe i prawdopodobnie też Ci sie uda.

OK, zaczynamy.

Co potrzebujesz na początku, nie mając finansów, prawdopodobnie pracując gdzieś na etacie za średnią krajową.(taki scenariusz, bo jest to indywidualne i strategia powstawała pod moje oczekiwania i moje możliwości, zmieniaj ją na każdym etapie, aby pasowała lepiej dla Ciebie).

Pierwsza rzecz jakiej potrzebujesz, to pomysł na to, czym chcesz się zajmować. Pomysł przemyślany, więc poświęc temu tyle czasu, wymieniając wszystkie plusy jak i minusy, aż do momentu kiedy plusów będzie bardzo dużo, a wszystkie minusy będziesz mógł rozwiązać lub zmienić na plusy.

Nie zarabiając, nie pracując na etacie, będziesz potrzebował trochę kasy, aby zainwestować w siebie na starcie. Możesz to zrobić na tysiące sposobów, więc żadna wymówka pod tytułem: chodzę jeszcze do liceum, gimnazjum, mam studia, ble ble ble, nie może mieć miejsca, bo jest głupia i mogłaby Cię ograniczyć. Tego nie chcesz i nie potrzebujesz.

Kilka sposobow na to jak zarobić będąc ograniczonym czasowo przez szkołe lub inne zajęcia z których nie chcesz rezygnować:

Internet - allegro, ebay inne aukcje internetowe. Zabawa jest prosta, patrzysz jakie produkty sie najlepiej sprzedają i wchodzisz w to. Szukasz najtańszej hurtowni z tym towarem i voila. Sprzedajesz drożej niż w hurtowni, taniej niż w sklepie i u konkurecji i zarabiasz.
Jest kilka rodzajów tego jak możesz zarabiać na handlu i to niezależnie na jaką skalę to robisz.

- sprzedawać dużo taniego towaru - dobre rozwiązanie
- sprzedawać dużo drogiego towaru - jeszcze lepsze rozwiązanie
- sprzedawać mało taniego towaru - kiszka, bo nie zarabiasz
- sprzedawać mało drogiego towaru - jeśli to naprawdę luksusowy i prestiżowy towar czy usługa, to jest to dobre rozwiązanie.


Tak więc traf w odpowiedni dla siebie target. I zacznij w tym działać.

I wiesz co? jeśli kręci Cię własnie handel, to tu kończy się moja strategia dla Ciebie, bo zaczynając od allegro zarabiając od tysiąca w górę miesięcznie, po 2 miesiącach będziesz miał kasę, aby założyć swój własny sklep w Internecie, opłacić częściowo wypozycjonowanie swojej strony, tak żeby google wypluwał ją ładniej itp.

Jeśli kręci Cie inna działka, nie związana bezpośrednio z hadlem, to czytaj dalej.

Pierwszą rzeczą, jaką powinieneś zrobić, jest odnalezienie tego, czym chcesz się zajmować i czemu
poświęcisz najbliższych 300 dni, będąc konsekwentnym i idącym szybko w tym kierunku.
Wypisz wszystkie rzeczy którymi się interesujesz, nadaj im priorytety, zadaj sobie pytanie na czym można z tych rzeczy zrobić kasę(a można na wszystkim ;)) i przejdź do kolejnego kroku.

Zbuduj swój profesjonalny wizerunek. Niezależnie od branży, masz całą masę sposobów, jak zbudować swój wizerunek za darmo lub niewielkimi kosztami.

Kilka ze sposobów to: udzielaj się na forach tematycznych, pisz artykuły, odpowiadaj na rady, pytaj i zdobywaj nową wiedzę, bądź w tym coraz lepszy. Tu masz darmową reklamę.
Do tego poznawaj ludzi z tej działki, branży. Spotykaj się z nimi, choć na imprezy które są branżowe, wymieniaj kontakty, zbieraj kontakty, zacznij tworzyć bazę ludzi, z którymi Cię dużo łączy.

Tym samym budujesz dalej swój wizerunek, zbierasz info o ludziach w tej branży, badasz co oni robią i jak, bierzesz z tego to co uważasz za najlepsze dla Ciebie, ulepszasz i modelujesz. Tworzysz tym samym jeszcze lepszy swój wizerunek. Całkowicie za darmo. Do tego zarabiasz pieniądze handlując lub pracując jeszcze na etacie. Odkładasz część kasy, która Ci będzie potrzebna, aby zbudować dobrą stronę w internecie i ją wypromować, wypozycjonować. Kup domenę od razu. To jest koszt kilkunastu złotych za rok, a im domena starsza, tym google ją lepiej indeksuje. Zacznij działać w nowym biznesie za darmo. Wykonuj usługę bez zarabiania kasy na niej, zamiast kasy zbieraj opinie i testymoniale zadowolonych klientów. Będziesz mógł to umieścić na swojej stronie.

Zacznij ustalać plan. Ustalaj priorytety, ustal co chcesz osiągnąć w danym czasie i opisz jakie kroki są potrzebne, żeby to osiągnąć. Wypisz je. Ustal priorytety i działaj.
Sprawdzaj w ustalonych odstępach czasu czy postęp jest taki jaki chcesz i odpowiadaj sobie na mądre pytania jak możesz robić to lepiej i szybciej.
Jeśli coś idzie nie tak jak chcesz, bierz feedback i naprawiaj od razu. Bez czekania i wymówek.
Konsekwencja jest tu bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza. Ustalasz kierunek i jesteś konsekwentny.

Przeznaczaj kasę na profesjonalne szkolenia, gdzie nauczysz się jak być w tej branży jeszcze lepszy a do tego zdobędziesz kolejny element własnej reklamy.
Następnie rejestrujesz działalność i czerpiesz z tego korzyści.

Voila! To Proste.
Działaj.
---

UniqueLifestyle.pl Kacper Korzeniewski

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Bogać się, kiedy śpisz - recenzja

Bogać się, kiedy śpisz - recenzja

Autorem artykułu jest Złote Myśli



"Bogać się, kiedy śpisz" - czy warto zainteresować się tę książką? Czy naprawdę można wykorzystać potęgę swojej podświadomości, by uczynić swe życie bogatszym i szczęśliwszym?
"Bogać się, kiedy śpisz" - trzeba przyznać, że taki nagłówek jest niesamowicie szokujący i zarazem intrygujący. Jak by mógł powiedzieć Joe Vitale - prawdziwie hipnotyczny. Jednak taki właśnie jest tytuł klasycznej już pozycji Bena Sweetlanda. Jest to lektura tyleż trudna, co niepokojąca, skłaniająca do rozmyślań. Trudno ją nawet zaklasyfikować do jednej ogólnej kategorii. Po części jest to poradnik motywacyjny, po części jest to i poradnik radzenia sobie z psychicznymi problemami, a po części opowiada on o działaniu ludzkiego umysłu i psychiki w sposób, w jaki robią to akademickie książki. Wieloraki - to chyba najlepsze słowo na określenie tego wszystkiego, co można znaleźć w tej pozycji.

Sam wstęp mówi nam konkretnie o tym, jak lektura tej książki nas wzbogaci, czego konkretnie się z niej dowiemy i jakie to da nam efekty. Krótko i na temat - nie ma się w tym punkcie naprawdę do czego przyczepić.

Od razu po tym entuzjastycznym wstępie autor przechodzi do omawiania skomplikowanych zagadnień działania ludzkiego umysłu i psychiki na swój sposób, tzn. prostym, łatwym do zrozumienia językiem. Wynika z tego, że posiadamy kilka rodzajów świadomości i każdy rodzaj w inny sposób wpływa na nasze życie. Jest to świadomość i podświadomość.

Świadomość zarządza naszą dzienną aktywnością, z kolei podświadomość jest kluczem do szeroko pojętego sukcesu. Przez większość czasu jest ona stłumiona przez świadomość i nie dochodzi do głosu, za wyjątkiem czasu, kiedy śpimy lub robimy coś, co nam sprawia prawdziwą przyjemność - wtedy z kolei świadomość jest wyłączona. Jeśli pójdziesz za radami autora, to będziesz się bogacił w czasie snu dzięki odpowiedniemu komunikowaniu się ze swoją podświadomością. Aby to wszystko uwiarygodnić, autor prezentuje nam cały szereg przykładów - historii opowiadających o tym, jak w praktyce może działać nasza „twórcza podświadomość” (tak ją określa autor) i co z tego działania pozytywnego może dla nas wyniknąć.

Słowem: kluczem do tego całego bogacenia się jest nasza podświadomość. Ale tutaj uwaga. Pojęcie bogactwo jest tak niejednoznaczne i oznacza tak różne rzeczy dla różnych ludzi, że autor dokonał analizy samego pojęcia "bogactwo" i "bogate życie". Czy oznacza to tylko to, że ktoś ma ogromnie dużo pieniędzy, czy może chodzi tutaj o coś innego? Autor zostawia nas po lekturze tej części swojej pozycji z ciekawym tematem do przemyślenia, gdyż podane przez niego przykłady interpretacji bogactwa przez różnych ludzi nie rozwiewają naszych wątpliwości, ale jeszcze bardziej je pogłębiają.

Ciekawy jest punkt, w którym autor dokonuje interpretacji tytułu swojej pozycji i wyjaśnia, co on tak naprawdę oznacza. Bogacenie się to jedno, a zasypianie to drugie. Jedno bez drugiego nie może się obejść, przynajmniej w tej książce. Dlatego też wcale nie od rzeczy jest swoisty poradnik o tym, jak należy zasypiać, aby mieć naprawdę dobry sen.

Dalej autor chwali nam się, że jego interpretacja podświadomości, którą kiedyś wygłosił w radiu, została przez jednego z uczniów Zygmunta Freuda uznana za najlepszą, jaką kiedykolwiek słyszał. Chodzi o porównanie działania podświadomości do działalności fabryki samochodów. Bardzo ładnie zostało to wyjaśnione, więc czytelnik po lekturze tego fragmentu nie powinien mieć problemów ze zrozumieniem fenomenu funkcjonowania własnej podświadomości. Służą temu także liczne przykłady jej działania w różnych aspektach życia, m.in. w zdobywaniu bogactwa, zdrowia itp.

W kolejnej części mamy obszerne wywody - znowu - o ludzkiej psychice, sile nawyku. Praktyczny jest zaproponowany przez autora test na to, czy dana osoba myśli naprawdę pozytywnie, czy jednak negatywnie. Jeśli wychodzi, że negatywnie, to konieczne jest wprowadzenie w życie formuły reedukacji umysłu, gdyż tylko to stanowi niezawodną receptę na sukces. Ciekawe są tzw. „przykłady z życia”, ukazujące, jak to w praktyce wygląda.

Niektóre sformułowania, rady i porady mogą nas nieco zszokować, ale część to - można tak powiedzieć - już klasyczny kanon, który większości osób w jakiś tam sposób obił się o uszy. Wiadomo - na przykład - że:
- powinniśmy robić to, czego zawsze chcemy;
- każdy z nas ma ukryte zdolności i talenty, które tylko czekają na to, aby je odkryć;
- rodzice muszą bardzo uważać na to, co i w jaki sposób mówią do swoich dzieci, żeby przypadkiem nie wykształcić w nich jakichś negatywnych wzorów zachowań i postaw.

"Jesteś dwa razy lepszy, niż myślisz" - takie sformułowanie może i powinno szokować, a już na pewno zwracać uwagę. Takie właśnie szokujące stwierdzenie stanowi dla autora punkt wyjścia do rozważań popartych przykładami działania oraz dowodami na jego prawdziwość. Z tego punktu dochodzimy do tekstu składającego się z pomysłów na to, jak podwoić swoje dochody. A wszystko to razem składa się na poradnik trenowania umysłu, tak aby był on zdolny produkować odpowiednie idee, które faktycznie pozwolą nam bogacić się, kiedy śpimy.

Spory rozdział dotyczy pieniędzy samych w sobie. Wynika z niego, że pieniądz papierowy to nie jest coś realnego i faktycznie nie kupujemy za niego żadnego produktu. Za pieniądze możemy kupić jedynie ludzką pracę, dzięki której powstał jakiś produkt. Ponadto w swoim życiu nie posiadamy niczego na własność. My tylko posługujemy się określonymi przedmiotami tak długo, jak płacimy podatki związane z ich posiadaniem i dbamy o te rzeczy. Wniosek? Nie należy koncentrować się na pieniądzach, które nie są czymś realnym, ale na tych rzeczach i przedmiotach, których pragniesz. Jak to zrobić? Na sam początek musisz wykształcić w sobie bogatą świadomość, czyli musisz być w stanie potrafić wyobrazić sobie siebie samego jako milionera. W dalszej części książki można znaleźć swoisty przepis na zbudowanie w sobie takiej właśnie świadomości.

Bardzo interesująca jest historyjka o zamianie mózgów dwóch skrajnie różnych osób, która ukazuje, że o wszystkim, co spotyka nas w życiu, tak naprawdę decyduje nasz własny sposób myślenia.

Rozważania o kontrastach prowadzą do - mogłoby się wydawać - nieco paradoksalnego wniosku, że bez nich nasze życie straciłoby cały smak i nie bylibyśmy w stanie docenić go w odpowiedni sposób. Rada autora na życie - unikać utraty kontrastów.

Już skrajnie praktyczne są porady prowadzące do skłonienia naszego umysłu do pracy na nasze własne potrzeby w czasie spania lub robienia czegoś przyjemnego. Związane są z tym odpowiednie ćwiczenia, zarówno fizyczne, jak i umysłowe. Są także przykłady tych odpowiednich ćwiczeń.

Nasz umysł myśli obrazami, tworząc coś w stylu psychicznej telewizji. Jeśli więc czegoś chcesz (rzeczy, nie pieniędzy, które przecież nie istnieją), to wyobraź sobie dokładnie to, czego chcesz.

Oprócz umiejętności formułowania i wyobrażenia sobie tego, czego chcesz, nie mniej ważna jest umiejętność wykształcenia w sobie zdolności do zapominania, co autor porównuje do mentalnej gumki służącej do wymazywania z naszego umysłu wszystkich przykrych obrazów.

Kolejnym szokującym stwierdzeniem autora może być to, aby kochać kłopoty. Dlaczego? Gdyż dają nam one wiedzę i doświadczenie, które może przydać się w bliższej lub dalszej przyszłości.

Najbardziej (chyba) ze wszystkiego, co napisał autor, przemawia do czytelnika rozdział o zdrowiu. Nie dość, że mamy tutaj podane konkretne dolegliwości psychosomatyczne, które wywołują w ludzkim organizmie pozorne choroby, to jeszcze jest cała masa przykładów leczenia właśnie takich chorób. Dość powiedzieć, że umysłowe wyobrażenia - czyli właśnie te choroby psychosomatyczne - mogą znacznie przyśpieszyć naszą śmierć. Wszelki dalszy komentarz jest zbędny.

Dlatego tak ważna jest uważna lektura podanych przez autora sposobów na rozwijanie własnej świadomości zdrowia. Ciekawe, że wśród tych sposobów można wyczytać także, że konieczna jest sztuczna suplementacja, zjawisko tak współcześnie popularne.

Z końcowych części książki dowiemy się, jaki jest prawdziwy sekret szczęścia oraz znajdziemy całą masę miniporadników mówiących o wielu sprawach, począwszy od przezwyciężania nieśmiałości, poprzez zdobywanie różnych umiejętności dzięki nauce przez sen, a skończywszy na umiejętności pomagania innym.

Lektura o objętości blisko 300 stron to ogromny materiał, dzięki któremu dochodzi się dwóch ważnych wniosków:

- o wszystkim, co nas spotyka w życiu, i jak wygląda to nasze życie, decyduje nasz umysł;
- najważniejsza ze wszystkiego jest wiedza o sposobach działania naszego umysłu.

Wszystkie pozostałe wnioski, rady i porady stanowią tylko pochodne tych dwóch wniosków.

Z pewnością część osób od tej książki będą „odstraszać” styl autora i język, który ma w sobie coś z kościelnego kazania. Inni mogą się przyczepić do popadania w zbyt długie rozważania i powtarzania w kilku miejscach tej samej informacji. Z kolei jeszcze inni z pewnością wcale nie uwierzą we wszystko to, co wypisuje autor.

Myślę, że najlepszą strategią jest przeczytanie tej książki, wybranie sobie kilku rad autora, które szczególnie przypadną nam do gustu, i wypróbowanie ich w praktyce. Jeśli nie zadziałają, to chyba już nic nie zmieni naszej negatywnej oceny tej pozycji. Jeśli jednak zadziałają, spełni się to, o czym na kartach swojej książki pisze autor, czyli naprawdę zaczniemy się bogacić w czasie snu.

"Bogać się, kiedy śpisz" - dostępne na stronie Wydawnictwa Złote Myśli w wersjach: ebook, audiobook, książka drukowana.


--
Autorem recenzji jest Paweł Sygnowski
www.pawelsygnowski.info
Praktycznie wszystko o właściwym użytkowaniu Twojego mózgu
--
---

Autorem recenzji jest Paweł Sygnowski
http://www.pawelsygnowski.info
Praktycznie wszystko o właściwym użytkowaniu Twojego mózgu


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wtorek, 26 kwietnia 2011

Nadrabianie zaległości w szkole

Autorem artykułu jest dywyn



Ile razy młodzi ludzie słyszą, że muszą się uczyć, odrabiać zadania domowe, chodzić do szkoły. Jak jednak wiadomo, młodość rządzi się swoimi prawami, dlatego też rodzice, zwłaszcza zapracowani, nie zawsze mogą wyegzekwować od swoich pociech wypełnianie obowiązków związanych z edukacją.

Nauka jest chyba ostatnią rzeczą, na którą mają ochotę młodzi ludzie. Nieważne, czy w gimnazjum, czy na studiach, każdy uczeń zna masę innych, o wiele bardziej interesujących zajęć, którym chętnie poświęciłby czas, zamiast się uczyć. Wyjście do klubu, spotkanie ze znajomymi, mecz piłki nożnej – wszystko to jest ważniejsze, a na pewno zdecydowanie bardziej atrakcyjne, od wkuwania nowych formułek. Trzeba jednak znać umiar i znaleźć tzw. złoty środek, czyli wydzielić trochę czasu na naukę i na przyjemności.

Brzmi to trochę jak rodzicielskie kazanie, jednak tak naprawdę wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że edukacja jest bardzo ważna. Nic więc dziwnego, że rodzice, których dzieci nie radzą sobie w szkole, posyłają swoje pociechy na korepetycje. Dzięki temu każdy, kto był z jakiegoś przedmiotu zagrożony lub po prostu zbierał słabe stopnie, może podciągnąć się w nauce i nadrobić zaległości. Te zresztą nie są spowodowane jedynie lenistwem czy wagarami. Czasem dużą ilość materiału muszą nadrobić osoby, które np. długo chorowały lub musiały pilnie wyjechać. W takiej sytuacji korepetycje to też znakomity sposób.

Korepetycje są też czasem bardziej atrakcyjne dla samych uczniów, którzy nie chcieliby spotykać się ze swoimi nauczycielami na dodatkowych zajęciach. Niektórzy nie przepadają też za nauką z rodzicami, a sami rodzice też nie zawsze mają na to czas. Dużą zaletą korepetycji jest to, że zazwyczaj udzielają ich młode osoby, np. uczniowie liceum lub studenci. Każdy młody człowiek na pewno złapie lepszy kontakt z rówieśnikiem lub z niewiele starszą osobą, dzięki czemu korepetycje będą bardziej owocne.

 

---

World of Warcraft gra z garunku MMORPG i gra w nią ponad 11 milionów ludzi z całego świata. Fanom gry polecam serwis WoW - Info


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Czy można szybko i minimalnym wysiłkiem zacząć rozumieć 80% treści w języku angielskim ?

Autorem artykułu jest David Ames



Czy jest metoda, która pozwala na rozumienie 80% języka angielskiego w 7 dni ? Okazuje się, że tak ! Zapomnij o długich latach spędzonych na kursach lub ślęczeniu nad książkami.

Całe tabuny ludzi w Polsce uczą się języka obcego w szkołach po kilka lat (podstawowa, gimnazjum, średnia) i zazwyczaj efekty tej nauki są mizerne. Dlaczego tak jest ? Ponieważ szkoły tak naprawdę nie uczą, tylko realizują program nauczania określony przez ministerstwo. Uczniowie pośpiesznie wertują kartki podręczników nie rozumiejąc w nim większości poleceń…i jak Kowalski języka angielskiego nie rozumiał tak nie rozumie nadal.

Dlaczego tak jest ? Odpowiedź jest prosta: uczymy się konstrukcji zdań, wymowy, gramatyki opartej na słowach, których nie rozumiemy. Nigdy nie opanujemy w ten sposób szybko języka, gdyż nasza uwaga skupiona jest na tym, czego nie rozumiemy - na słówkach. Resztę przekazu z lekcji zapominamy, a po krótkim czasie zapomnamy wszystko. Konwencjonalna nauka przypomina bieg ślimaka, który nigdy przetnie wstęgi mety.

Zatem czy jest klucz do opanowanie tego co inni zdobywają przez lata ? Prawdziwą furorę robi dzisiaj metoda, która pozwala minimalnym wysiłkiem zacząć rozumieć 80% angielskiego, ucząc 1000 najczęściej używanych słów. Na rynku jest wiele ofert, ale tylko jedna zasługuje na prawdziwe wyróżnienie. Jest nią platforma golden1000.com

To niesamowite, ale już po tygodniu mogłem rozumieć większość przekazów w telewizji, filmów i innych dialogów w języku angielskim. System golden1000.com jako pierwszy został opracowany na podstawie certyfikowanych słów, które według badań są używane przez Brytyjczyków najczęściej w codziennym życiu. Do tego platforma ma wbudowane doskonałe mechanizmy motywacji do nauki, oferuje wybór lektorów. Dzisiaj jest to najlepsze rozwiązanie dla osób, które chcą w bardzo szybki sposób opanować podstawy angielskiego. Zystem zbiera nagrody za swoją skuteczność na całym świecie.

---

Adres: http://golden1000.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Pisanie wypracowań, prezentacji maturalnych i innych prac

Autorem artykułu jest Ryszard Krupiński



Jednym ze szkolnych obowiązków ucznia i studenta są prace pisemne. Spektrum takich prac jest bardzo szerokie, począwszy od drobnych prac domowych na kilkadziesiąt słów, przez różnego typu eseje, rozprawki, wypracowania, prezentacje maturalne i inne projekty edukacyjne, kończąc na pracach licencjackich i magisterskich.

Tematyka i stopień trudności prac pisemnych jest ściśle zależna od poziomu edukacji, typu szkoły i oczywiście przedmiotu szkolnego / akademickiego. Czym innym jest opis postaci bohatera lektury jako wypracowanie, a czym innym analiza cech bohatera romantycznego jako temat prezentacji maturalnej. Czym innym jest opracowanie referatu z historii na podstawie tematu z książki, czym innym pisanie prac po angielsku, a jeszcze czym innym samodzielnie przygotowanie pracy magisterskiej. Gdyby tak zliczyć wszystkie prace pisemne, które uczeń, jak też późniejszy student musi napisać w trakcie swojej kariery edukacyjnej to z pewnością uzbierałoby się przeciętnie kilkaset stron na osobę, a w przypadku bardziej ambitnych jednostek może nawet i kilka tysięcy.

 

Oczywiście nie wszyscy piszą sami, a przynajmniej nie wszystkie prace, jakie są im zadane. Znaczna część uczniów korzysta z pomocy kolegów z klasy lub też znajomych z wyższych roczników. Są też tacy, którzy poszukują gotowych już opracowań, wypracowań czy prezentacji maturalnych w Internecie lub też osób, które za określoną opłatę podejmą konkretne zlecenie. W Internecie jest wiele ogłoszeń i serwisów zajmujących się pisaniem prac po angielsku, polsku i niemiecku. Przestrzegam jednak przed plagiatowaniem lub pobieraniem gotowych opracowań, które są dostępne dla wszystkich za darmo, w tym także dla waszych nauczycieli. Opracowania i wypracowania takie zostały już tysiące razy kopiowane i nauczyciele znają te materiały, a nawet jeśli nie znają to wystarczy jak choć jedno zdanie wkleją w wyszukiwarkę i już uczeń ma poważny problem.

 

Jak wskazują wyniki ankiet i sondaży przeprowadzonych przez serwis www.testyopinie.pl uczniowie liceum coraz częściej decydują się kupić gotowe wypracowanie za 2-3zł płatne sms, mając tym samym pewność, że nie jest ono publikowane w Internecie do użytku powszechnego i tylko nieliczni mają do tego dostęp. To praktycznie wystarcza im, że dane wypracowanie czy prezentacja maturalna, które pobrali za kilka złoty za pomocą sms mogą wykorzystywać w szkole jakby pisali to sami. Nauczyciel tego w Internecie nie znajdzie.

 

Artykuł ten dotyka kontrowersyjnego zjawiska pisania różnego rodzaju prac w szkołach. Patrząc na to obiektywnie to wszyscy wiedzą, że nie wszyscy uczniowie piszą samodzielnie, ale nie wiadomo co można z tym zjawiskiem zrobic. Może wyeliminowac prace pisemne ze szkoły ? Uczniowie / studenci, którzy nie piszą samodzielnie wiedzą, że jest to nieuczciwe, nieetyczne, a przede wszystkim w ich przypadku niezgodne z prawem. Innymi slowy - Ci, którzy zlecają napisanie określonego materiału edukacyjnego lub wykorzystują czyjś inny materiał są na bakier z prawem. Ale żadne organy prawne nie reagują na takie sytuacje, gdyż jest niska szkodliwośc społeczna tego zjawiska, a koszty ewentualnych działań prewencyjnych są ogromne. A co w przypadku uczelni, które złapią studenta na plagiacie lub wykorzystywaniu pracy innego studenta? - owszzem student zostanie wewnętrznie ukarany i będzie musiał pisac od nowa, ale nawet same uczelnie nie rozgłaśniają takich spraw publicznie, gdyż paradoksalnie to one właśnie najwięcej na tym tracą. Na pewno na reputacji, ale czy tylko - to już zagadka dla czytelnika ??

---

Ryszard Krupiński, www.wiedza24h.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Prosty sposób na lektury? – słuchaj zamiast czytać

Autorem artykułu jest alina kal



Wraz z rosnącą popularnością cyfrowych produktów, pojawił się prosty sposób na szybkie i przyjemne przyswajanie literatury i lektur, które każdy znać powinien


Szczególnie zainteresowani tą formą będą zapewne uczniowie, którzy raczej niechętnie podchodzą do konieczności brnięcia przez setki stron lektur. Nawet jeśli są to najważniejsze arcydzieła literatury światowej.
Tym sposobem pewnie zainteresują się również osoby, które nie muszą, ale chcą uzupełnić braki w lekturze. Powszechnie wiadomo jednak, jak trudno znaleźć czas na choćby kilka chwil z ciekawą powieścią.
Wyjściem z sytuacji, zarówno dla jednych jak i drugich są... książki audio. Dokładniej rzecz biorąc lektury szkolne oraz najznakomitsza literatura w formacie mp3. Taka książka, to nic innego jak nagranie, zawierające pełną treść lektury, czytanej przez lektora w sposób przyjazny dla ucha i wprowadzający słuchacza w świat poznawanej właśnie powieści.
Dzięki takiej książce do słuchania, nauczycielom i rodzicom na pewno łatwiej będzie przekonać uczniów do sięgnięcia po pełne wersje lektur, zamiast wszechobecnych bryków i opracowań. Kto wie, może po wysłuchaniu ciekawej opowieści sami chętniej sięgną po wersję „do czytania”?
Wszystkim „zapracowanym” miłośnikom literatury pięknej z kolei łatwiej będzie znaleźć chwilę na takich klasyków jak Tołstoj, Sienkiewicz czy Goethe. Z powodzeniem można wykorzystać czas w korku, długą podróż, czy po prostu zrelaksować się po ciężkim dniu pracy, dając przy tym odpocząć zmęczonym oczom
W coraz popularniejszych sklepach z cyfrowymi produktami i księgarniach internetowych z dnia na dzień przybywa tego typu wersji książek. Bez wątpienia każdy może znaleźć coś dla siebie. Na przykład na stronie Super księgarni Internetowej można znaleźć niemal wszystkie lektury z programu gimnazjum i liceum:

Krzyżacy

Trylogia

Zbrodnia i kara

Quo vadis

Pan Tadeusz

lista lektur

Znajdują się tam również pozycje dla bardziej wymagających czytelników, a właściwie słuchaczy:

Edgar Poe "Opoweści Niesamowite

Przygody dobrego wojaka szwejka

Anna Karenina

Ziemia Obiecana

Znachor

Pani Bovary

Warto przyzwyczajać do słuchania bajek dzieci

bajki do słuchania

audiobooki dla dzieci i młodzieży


Warto polecić zarówno te wymienione tytuły, jak i format książek audio w ogóle. Dzięki innowacyjnej formie produktu cyfrowego, łączą zalety zakupu przez internet, z natychmiastową możliwością używania. Na co dzień oszczędzają czas i pozwalają wykorzystać go w przyjemniejszy niż dotąd sposób. Oferują przy tym przeżycia niedostępne przy „samodzielnym czytaniu”, jak ciekawa interpretacja tekstu w wykonaniu zawodowych aktorów i lektorów. Choćby dla takich interpretacji warto sięgnąć po literaturę piękną w formie mp3. Niejeden zdeklarowany miłośnik „papierowych książek” i przeciwnik cyfrowych produktów już przekonał się do nich

---

Nowości literackie, promocje, rabaty Nie zgadzam sie na zmianę linków


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak uczyć się szybko, łatwo i przyjemnie?

Autorem artykułu jest Paweł Sygnowski



Obszerny zapis wywiadu na temat praktycznego wykorzystania zasad rządzących pracą naszego umysłu w codziennych edukacyjnych zmaganiach.

Gdy porównujemy wymogi szkolne z naszych czasów z materiałem do nauki, jaki mają dziś nasze dzieci, ogarnia nas współczucie. Dzieci i młodzież wchłaniają w siebie masę informacji i często dzieje się to kosztem ogromnej ilości czasu i energii. Nie musimy jednak patrzeć bezradnie na ich zmagania - możemy im pomóc, pokazując im przeróżne pomocne strategie i techniki, które sprawią, że nauka zajmie im mniej czasu, a przy tym będzie skuteczna i ... przyjemna.

Jak to zrobić? Zagadnęłam o to Pawła Sygnowskiego, specjalizującego się w zgłębianiu i praktykowaniu metod efektywnego wykorzystywania umysłu.

Rozmowa z Pawłem Sygnowskim
rozmawia: Jolanta Gajda


JG: Jesteś autorem wielu świetnych publikacji na temat skutecznych metod uczenia się, szybkiego czytania i zapamiętywania. Twoje ebooki cieszą się dużą popularnością i trafiają niejednokrotnie na listę bestsellerów wydawnictwa Złote Myśli. Skąd się wzięło u Ciebie zainteresowanie tą stosunkowo nową dla Polaków tematyką?


PS: Mówiąc krótko: ze szkoły. Generalnie nie miałem nigdy z nauką większych problemów. Jednak naprawdę imponował mi jeden z moich kolegów, który był zdecydowanie najlepszym uczniem nie tylko w naszej klasie, ale także w całej szkole podstawowej. Zaprzyjaźniłem się z nim i pewnego razu, przy okazji wizyty w jego domu, wspomniał mi ogólnie o istnieniu jakichś sposobów i technik, które on wykorzystywał w trakcie nauki i twierdził, że to właśnie dzięki nim jest tak dobrym uczniem. Siłą rzeczy zainteresowało mnie to i chciałem uzyskać więcej szczegółów, ale los chciał, że właśnie wtedy przeprowadził się do innego miasta i mój kontakt z nim się definitywnie urwał.

Nie posiadałem w tamtym czasie własnego komputera, więc korzystałem ze szkolnego na lekcjach informatyki, usiłując znaleźć jakieś informacje. Niestety musiałem się ograniczyć tylko do polskojęzycznych stron (z angielskim byłem wtedy na bakier), więc to, co znalazłem było tandetne, nazbyt ogólnikowe i wyjątkowo ciężkostrawne - słowem: szalenie niskiej jakości. Nic też mi nie dały wizyty w pobliskich bibliotekach, które albo nie dysponowały publikacjami na interesujący mnie temat, albo posiadały jedynie "cegły", czyli opasłe tomy, pisane suchym językiem, traktujące o teoretycznych aspektach funkcjonowania naszej pamięci oraz ewentualnie zawierające opis poszczególnych doświadczeń i eksperymentów. Lektura takich pozycji kompletnie nic mi nie dała.

W związku z powyższym zarzuciłem temat, po czym wróciłem do niego w czasach liceum, gdzie nauki było potwornie dużo, a czasu i chęci do jej opanowania szalenie mało. Materiał szkolny był dla mnie często nudny, suchy i mało praktyczny, więc poświęcanie tak dużej ilości czasu na jego przyswajanie uważałem za bezsensowne. Jednak zależało mi na tym, aby ukończyć liceum nie tylko dzięki wspaniałomyślności nauczycieli, ale po prostu posiadać wysokie oceny i zawdzięczać to tylko i wyłącznie samemu sobie.

Miałem wtedy już własny komputer z dostępem do Internetu. Znalazłem człowieka, który prowadził własny serwis oraz newsletter na interesujący mnie temat. Szybko nawiązałem z nim współpracę, zostając redaktorem jednego z działów w jego serwisie i dalej to już potoczyło się samo - zająłem się tym zawodowo.

Podsumowując: chodziło mi po prostu o znalezienie sposobu na to, by całą tę naukę, która pochłaniała mnóstwo cennego czasu, załatwić szybko, sprawnie i możliwie bezboleśnie, aby móc znaleźć czas na to, co mnie wówczas naprawdę interesowało.


JG: - No właśnie - często jest tak, że uczniowie - bez względu na wiek - traktują naukę jako coś nudnego i uciążliwego. Czują się sfrustrowani, bo osiągane przez nich efekty są często niezadowalające i niewspółmierne do włożonego wysiłku i czasu. Dlatego coraz częściej mówi się o tym, że obecny system edukacyjny jest przestarzały. Szkoła, zalewając dzieci i młodzież ogromną masą informacji, zupełnie nie uczy ich tego, jak sobie z tym ogromem nowej wiedzy radzić. Jakie są Twoim zdaniem najpoważniejsze błędy w standardowych, dotychczas stosowanych sposobach nauki?


PS: Zacznijmy od sprecyzowania tego, co to właściwie są standardowe metody nauki? Problem polega na tym, że nie ma takich metod. Bo czy ktoś uczy w szkole tego, jak należy się uczyć? Nikt. Już w szkole podstawowej (a nawet w przedszkolu) cała nauka przez duże "N" zaczyna się od tego, że nauczyciel przerabia określony temat, według określonego programu. Od razu, bez zbędnych wstępów.

Zauważ, że nauka naszych dzieci nie zaczyna się od przekazania im istotnych informacji odnośnie sposobu pracy naszego umysłu oraz jego praktycznego wykorzystania do zdobywania wiedzy. Nikt im nie mówi, jak mają się uczyć. Zamiast tego są od razu puszczane na głęboką wodę. Nic dziwnego, że tak szybko toną, zalewane ogromem informacji, które muszą w większym lub mniejszym stopniu sobie przyswoić. A tego przecież nie potrafią, bo zazwyczaj nie wiedzą, jak w ogóle się za to zabrać. Zaczynają chować się w swojej własnej muszli, zamykając się na nowe informacje. Budzi się w nich lęk, a tym samym utrwalają w sobie fałszywe wyobrażenia o szkole, nauce, ich własnych zdolnościach umysłowych. Stąd potem takie komentarze, jak: "szkoła jest nudna", "nauka jest trudna i nic nie daje", "jestem głupi", "nie potrafię się tego nauczyć", itd.

Pójdźmy jednak dalej, bo oto można dojść do wniosku, że to sama szkoła wytwarza u swoich uczniów pewne negatywne wzorce tego, jak należy się uczyć.

O co dokładnie chodzi? Otóż nauczyciel generalnie robi swoje, czyli przerabia z uczniami materiał według programu Ministerstwa Edukacji i od czasu do czasu sprawdza jego znajomość. Jak to robi? Odpytuje ustnie, robi kartkówki, różnego rodzaju sprawdziany i testy.

Czego uczą się uczniowie, będąc odpytywani w ten sposób? Przede wszystkim tego, że istnieje tylko jedna prawidłowa odpowiedź na zadane pytanie. Jaka? Dokładnie taka, jaka została sformułowana w podręczniku szkolnym lub taka, którą podyktował do zeszytu nauczyciel. A skoro istnieje tylko jedna prawidłowa odpowiedź, to wystarczy dokładnie nauczyć się na pamięć tego określonego materiału i po sprawie.

Właśnie uczenie się na pamięć możemy nazwać standardową metodą nauki.

Warto uświadomić sobie, że to, co popularnie nazywamy "kuciem", jest szalenie nudne, monotonne i ma tę ciekawą właściwość, że niejako wyłącza czy usypia nasz mózg. Wtedy już nie zastanawiamy się nad tym, czego właściwie się uczymy i o co chodzi w danym temacie, ale uczymy się "jak leci", czyli zawalamy naszą pamięć mnóstwem zupełnie abstrakcyjnych, niezrozumiałych i często bezsensownych naszym zdaniem informacji. Nasz umysł nie może w żaden sposób odnieść tychże informacji do tego, co już wiemy i nie potrafi dostrzec dla nich jakiegoś praktycznego zastosowania, więc nie widzi sensu w tym, by w ogóle je zapamiętywać. Dla niego są to po prostu oderwane od siebie treści. Nic też dziwnego, że umysł broni się przed ich przyswojeniem, co dla nas automatycznie oznacza ogromne trudności z nauczeniem się nowego materiału. To z kolei sprawia, że nauka zaczyna być postrzegana jako nudna, trudna, niepraktyczna i pozbawiona sensu.

Czyż można się wobec tego dziwić, że tak szalenie popularne jest uczenie się według schematu "3 Z", czyli zakuć, zdać, zapomnieć? Takie podejście sprawia, że ktoś, kto uczy się kilkanaście dobrych lat, po zakończeniu całej formalnej edukacji może niewiele wiedzieć czy pamiętać z tego, czego się uczył. Pozostanie mu jedynie wspomnienie całej masy zaliczonych sprawdzianów, testów i egzaminów, ale czy o to właśnie chodzi w uczeniu się? Absolutnie nie. Może właśnie dlatego mamy w Polsce stosunkowo mało naprawdę wykształconych osób, a za to całą masę magistrów, którzy nie zawsze mogą się pochwalić konkretną wiedzą. i może dlatego, między innymi, wielu z nich ma poważne trudności z odnalezieniem swojego miejsca w aktualnej rzeczywistości.

Podsumowując: jakie są wady nauki na pamięć?

Po pierwsze: taka nauka nie pobudza szarych komórek do myślenia i ruchu. Nie stawia pytań, nie sprawia, że się nad czymś zastanawiamy (np. dlaczego to jest tak, a nie na odwrót?). Jest monotonna i nudna, a nasz umysł nie znosi monotonii i robienia stale tego samego.

Uczenie się na pamięć to nic innego jak przyswajanie oderwanych od siebie zrębów informacji z przeróżnych dziedzin. Dla naszego umysłu, to wszystko jest jak czarna dziura: nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi, a nowe informacje ciągle napływają.

"Kucie" angażuje w 99% tylko naszą lewą półkulę, przez co nie możemy skorzystać z dobroczynnego efektu pracy obu półkul jednocześnie. Taka nauka jest bardzo wyczerpująca - stąd nasze trudności z koncentracją i potrzeba robienia częstych przerw, które jeszcze bardziej wydłużają proces nauki.

Co więcej, twój umysł nie rozumie, dlaczego ma sobie przyswajać te wszystkie informacje, nie widzi ich praktycznego zastosowania. Dla niego to są zwykłe informacyjne śmieci i tak też je traktuje.

Czyż trzeba wymieniać dalej?


JG: - Powiedziałeś, że rozpoczynając naukę najpierw powinniśmy się dowiedzieć, JAK się uczyć. Wiele interesujących informacji na ten temat znalazłam w Twoich publikacjach. Przykładem jest chociażby „Szybka nauka dla wytrwałych", gdzie podajesz cały szereg ciekawych i praktycznych wskazówek na temat efektywnego wykorzystywania naszego umysłu. Oczywiście nie jesteśmy w stanie omówić ich tutaj wszystkich. Może jednak zdradziłbyś kilka sposobów na to, co robić, by mózg przyswajał nowe informacje szybko i skutecznie?


PS: Cała nauka - że tak to nazwę - o sztuce uczenia się stanowi określoną całość. Na nią składają się poszczególne techniki, metody i zasady postępowania, które nie tylko ułatwiają uczenie się czegoś nowego, ale także przydają się ogólnie w życiu.

Nie można jednak koncentrować się na pojedynczym elemencie tego systemu, na pojedynczej technice, metodzie czy zasadzie, gdyż to tylko przysłoni nam obraz całości, który jest niezwykle ważny, jeśli nauka ma być skuteczna. Trzeba podejść do tematu bardziej globalnie, spojrzeć na naukę jako na proces, który wymaga odpowiedniej strategii.

Strategia to nic innego, jak planowanie - nakreślenie w ogólnych zarysach kolejnych etapów działania, ze skoncentrowaniem się na celach, które chcemy osiągnąć. Strategia uczenia się to ustalanie tego, co i dlaczego chcemy/musimy sobie przyswoić oraz jak to zrobić najlepiej.

Weźmy dla przykładu naukę w szkole. Pierwszym krokiem powinno być zawsze odpowiedzenie sobie na pytanie, DLACZEGO uczymy się określonego przedmiotu. To, w dalszej kolejności, pozwoli zdecydować o tym, JAK się go uczyć.

Zdarza się tak, że dany przedmiot po prostu lubimy, jest on dla nas interesujący, ciekawy, życiowy, praktyczny. Dlatego też chcemy zdobywać coraz więcej informacji w jego obrębie. Ale bywa też tak, że jakiś przedmiot jest przysłowiową "kulą u nogi". Zupełnie nas nie interesuje, jest nudny, niepraktyczny i wydaje się być do niczego niepotrzebny. W każdym z tych przypadków podejdziemy do nauki inaczej.

Jeśli ktoś uczy się tylko po to, by zaliczyć test, to na pewno nie potrzebuje wiedzieć i umieć wszystkiego. Jeśli natomiast uczy się, bo jest ciekaw i chce wiedzieć więcej, to będzie szukać informacji i zdobywać wiedzę nie oglądając się na wymogi nauczyciela, czy program nauki danego przedmiotu.

Motywacja do nauki może być jeszcze inna - uczeń chciałby na przykład dostać ocenę bardzo dobrą, czy nawet celującą. Ale tutaj - uwaga.

Trzeba pamiętać, że każda ocena jest subiektywna. Nie chodzi wcale o to, czy Ty UMIESZ na ocenę "bardzo dobry", czy "celujący", ale o to, by PRZEKONAĆ NAUCZYCIELA danego przedmiotu, że na taką ocenę zasługujesz. A to jest istotna różnica.

W takim przypadku trzeba najpierw ustalić, co jest ważne dla nauczyciela, czego on wymaga i oczekuje, a potem dopiero uczyć się pod kątem tych właśnie wytycznych. Jak to ustalić? Zwykle wystarczy poobserwować, w jaki sposób nauczyciel omawia określony temat, na czym się koncentruje, a najlepiej jest go po prostu bezpośrednio o to zapytać.

Jak więc widać z przytoczonych przykładów, cele nauki mogą być różne. Ale dopiero znając ten cel oraz posiadając świadomość tego, czego tak naprawdę trzeba się wyuczyć, można przystąpić do wyboru metody czy techniki, dzięki której w przyjemny sposób trwale lub mniej trwale nauczysz się tego, czego potrzebujesz.


JG: W przyjemny sposób nauczysz się tego, czego potrzebujesz? - to dla niektórych zabrzmi pewnie jak bajka :). A wszystko zależy przecież od doboru metody. Czy mógłbyś podać przykład techniki, która jest przyjemna, a jednocześnie skuteczna?


PS: Jak najbardziej - chociażby Metoda Łańcuchowa. Jest to najprostsza, ale jednocześnie szalenie skuteczna mnemotechnika z prawdziwego zdarzenia. Służy głównie do zapamiętywania różnych informacji umieszczonych w postaci szeregu (łańcucha) - przy czym zupełnie obojętne jest, czy informacje te są w jakiś logiczny sposób powiązane ze sobą, czy też nie.

Poszczególne elementy do zapamiętania należy za pomocą skojarzeń połączyć w określoną całość (kojarząc każdy element danego szeregu z następnym), czyli w barwną historyjkę, na którą składają się wszystkie poszczególne skojarzenia.

Zilustruję to na przykładzie. Wyobraź sobie, że przygotowałaś listę rzeczy do kupienia, którą chciałabyś zapamiętać. Do tego idealnie nadaje się właśnie metoda łańcuchowa, gdyż poszczególne pozycje tej listy tworzą coś na kształt łańcucha.

Załóżmy, że lista zakupów do zapamiętania wygląda następująco:

- mleko
- makaron
- monitor
- kufel do piwa
- czapeczka
- grill

Jak to zapamiętać? Wystarczy połączyć wszystkie elementy w jakąś historyjkę. Dużym problemem może okazać się zapamiętanie pierwszego elementu łańcucha, jako że to od niego dopiero powstają wszystkie kolejne skojarzenia. Aby ten problem wyeliminować wystarczy powiązać go jakoś z samym sobą.


JG: Mógłbyś podać przykład takiej historyjki?


PS: Oczywiście. Wyobraź sobie, jak wychodzisz z domu, obładowana pustymi torbami na zakupy i udajesz się prosto na wieś do gospodarza, którym jest zwykła krowa. Płacisz jej za mleko i przechodzisz do mleczarni, gdzie zamiast krów znajdują się... ludzie. Doisz jednego z nich i ze swoim mlekiem odchodzisz stamtąd po angielsku. W drodze do domu mija Cię jadący makaron, który rozrzuca dookoła ciężarówki. Uchylasz się przed jedną lecącą prosto na Ciebie i jednocześnie polewasz pędzący makaron odrobiną mleka. To sprawia, że makaron nieruchomieje, a Ty spokojnie ładujesz go do swojej torby.

Zadowolona, przechodzisz obok sklepu komputerowego, gdzie banda dzieciaków rozbija nowiuśkie monitory o głowy przechodniów. Łup - dostajesz jednym z nich. Na szczęście zarówno głowa, jak i monitor wytrzymują tę próbę i wychodzą ze zderzenia bez szwanku ;). Nie namyślając się długo, pakujesz monitor do plecaka. Ten jednak w międzyczasie się włączył i z jego ekranu poleciały na ulicę kufle do piwa, roztrzaskując się o bruk. Aby ratować sytuację zdzierasz z głowy jednego z dzieciaków czapkę, zakrywasz nią monitor i wszystko razem pakujesz do plecaka.

Uff - nagle zrobiło Ci się szalenie gorąco. Patrzysz do góry i spostrzegasz, że przypadkowo znalazłaś się na ogromnym grillu olbrzymów. Jeden z nich wziął Cię za smakowity kąsek i nałożył sobie na talerz. Nic nie pomagają twoje krzyki. Olbrzym ze smakiem zjada Cię razem ze wszystkimi sprawunkami.


JG: No, muszę przyznać, że ta cała historia przyprawiła mnie o lekkie dreszcze :).


PS: I o to chodzi - im bardziej dziwna i absurdalna będzie opowieść, tym lepiej zostanie zapamiętana. Po wymyśleniu podobnej historyjki, można ją sobie jeszcze raz odtworzyć na ekranie swojego umysłu, wypisując jednocześnie poszczególne pozycje listy zakupów. Jeśli pamiętasz wszystkie elementy w odpowiedniej kolejności, to świetnie. Jeśli nie, to należy się cofnąć do tego fragmentu, w którym pojawił się zapomniany element i wzmocnić zaprezentowane tam skojarzenie poprzez chociażby dodanie większej ilości szczegółów.

Jeśli ktoś nigdy nie miał do czynienia z tą metodą, to wymyślona tu historyjka może mu się wydać głupia i trudna do wyobrażenia. Jest to jednak tylko kwestia odpowiedniej ilości ćwiczeń i oswojenia się z tą techniką. Warto podkreślić, że każdy powinien tworzyć swoje własne skojarzenia - te wykorzystane przeze mnie należy potraktować jedynie jako swoisty drogowskaz na drodze do tworzenia własnych obrazów.

Wymyślając podobne opowieści, trzeba jedynie pamiętać o paru istotnych punktach:

- akcja - im więcej się dzieje, tym lepiej. Jeśli doisz krowę - człowieka, to może on (lub ono:) ) gryźć, kopać, smagać cię swoim ogonem itp. Byle co, byle się tylko coś działo.

- ilość - w mleczarni nie ma dwóch, czy trzydziestu krów, ale trzysta miliardów.

- wielkość - kufel do piwa nie był standardowej wielkości, ale tak wielki, że zakrywał całe miasto.

- zamiana - wyobraź sobie coś zamiast czegoś, albo w miejsce tego czegoś. Zamiast gospodarza jest krowa, zamiast krowy jest człowiek.

- synestezja - skojarzenie powinno odwoływać się do jak największej ilości zmysłów. Krowa człowiek nie tylko cię gryzie (dotyk), ale także wydziela obrzydliwy zapach (węch), przeklina (słuch) i wygląda jakby była w stanie postępującego rozkładu (wzrok).

Wykorzystując powyższe zasady (wszystkie lub niektóre), szybko można nabrać wprawy w tworzeniu własnych skutecznych skojarzeń.

Są jeszcze inne możliwości wykorzystania tej metody - zainteresowanych odsyłam do moich publikacji czy innej literatury na ten temat. Co najważniejsze, ta mnemotechnika daje nieograniczone możliwości zapamiętania dowolnego szeregu elementów na tak długo, jak chcesz - bez względu na to, czy to będzie lista 6 - ciu przedmiotów, 20 - tu czy 50 - ciu. W miarę upływu czasu wszystkie skojarzenia okażą się zupełnie niepotrzebne, a zapamiętany szereg elementów stanie się cząstką twojej wiedzy, do której masz nieograniczony dostęp - kiedy tylko potrzebujesz.


JG: Myślę, że metoda łańcuchowa, o której opowiedziałeś, świetnie nadaje się nawet dla małych dzieci. Ich bogata wyobraźnia szybko poradzi sobie z wymyśleniem odpowiednich powiązań pomiędzy poszczególnymi elementami listy. Samo znajdywanie skojarzeń wywoła na pewno mnóstwo śmiechu i będzie wspaniałą zabawą dla całej rodziny.
A co mógłbyś doradzić osobom, które uczą się języka obcego i mają problem z przyswojeniem sobie dużej ilości słówek?


PS: Wiele o metodach pomocnych w nauce słówek pisałem w swoich ebookach „Angielskie słówka”, „Niemieckie słówka”, „Hiszpańskie słówka” oraz „Włoskie słówka” , gdzie można znaleźć dokładne wskazówki na temat tego, co robić, by obco brzmiące słowa wchodziły nam do głowy szybko i bez większego wysiłku. Nie będę się więc tutaj powtarzał.

Opiszę natomiast skrótowo dwie metody nauki dowolnego języka obcego, które są proste, w miarę łatwe i skuteczne, co przetestowałem na własnej skórze.

Pierwsza to metoda stworzona przez znanego głównie z odkrycia starożytnej Troji, Niemca - Henryka Schliemanna, który także był politologiem własnego chowu. Samodzielnie nauczył się kilkunastu języków, w tym m.in. polskiego oraz arabskiego. Co ciekawe, tych języków uczył się zadziwiająco szybko ze średnią prędkością około jednego nowego języka na rok.

Jak to zrobił? Pomijając sprawę pewnego talentu oraz naturalnych predyspozycji do nauki języków obcych cała jego nauka daje się sprowadzić do następującej instrukcji:

- bardzo dużo słuchać języka, którego chcemy się nauczyć,

- jeszcze więcej czytać w tym języku,

- codziennie pisać samodzielnie wypracowania na dowolne, wymyślone tematy,

- dawać swoje wypracowania do sprawdzenia nauczycielowi, który poprawi ewentualne błędy formalne w piśmie i mowie,

- poprawionej pracy (już bez błędów) nauczyć się na pamięć i na następny dzień "wyrecytować" nauczycielowi z pamięci bez korzystania z jakichkolwiek pomocy.

I to wszystko.

Wcześniej mówiliśmy, że uczenie się na pamięć jest dla celów szkolnych szkodliwe. W tym przypadku jednak, uczenie się przygotowanych przez siebie i poprawionych wypracowań daje nam spore korzyści: gotowy warsztat słówek, zdań, fraz, wypowiedzi itp.

W czasie rozmowy w obcym języku nasz umysł sam będzie nam podsuwał określone słówka, zdania pasujące do naszej wypowiedzi, a będzie je czerpał z naszego pamięciowego warsztatu.

Nie istnieje żadne naukowe opracowanie tej metody, nie spotkałem się także z żadną szkołą językową, która ją stosuje. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to metoda bardzo czasochłonna i kosztowna (choćby ten nauczyciel), wymaga mnóstwa wysiłku, ale jest piekielnie skuteczna. Polecam.

Teraz o drugiej metodzie, która także pochodzi zza naszej zachodniej granicy. Za jej twórcę uznaje się panią Verę Birkenbihl. Jej metoda składa się z trzech następujących punktów:

1.Dekodowanie.

Na początek musimy sobie przygotować dowolny tekst w języku, którego się uczymy. Najlepiej, jeśli to będzie dialog na określony temat.

W tym punkcie naszym zadaniem jest przetłumaczenie słowo w słowo tego tekstu na język polski. Należy korzystać z różnych tłumaczy oraz słowników. Gotowe tłumaczenie powinno wyglądać mniej więcej tak:

I am smart.

Ja jestem sprytny.


2.Słuchanie aktywne.

Potrzebne nam jest także nagranie tekstu w języku obcym. W tym punkcie słuchamy nagrania i jednocześnie czytamy jego polskie tłumaczenie, które sporządziliśmy wcześniej.


3.Słuchanie bierne.

Wykonujemy dowolną czynność, a jednocześnie słuchamy nagranego tekstu obcojęzycznego. Nie chodzi tutaj, aby go słuchać aktywnie, świadomie. Niech on po prostu rozbrzmiewa w tle, na tyle cicho, żeby coś słyszeć, ale żeby nas to nie rozpraszało.

To wszystko odnośnie tej metody.

Jakie ona daje korzyści?

- zawsze rozumiemy niemalże 100% tego, o co chodzi w danym tekście (zdarzają się zwroty trudne do przetłumaczenia, albo zwroty których w ogóle nie można przetłumaczyć - stąd te niemalże 100%),

- osłuchujemy się z brzmieniem poszczególnych słów oraz zwrotów, a jednocześnie wiążemy dany dźwięk z określonym znaczeniem (tak robią też małe dzieci: najpierw słyszą dźwięk, a potem uczą się co on oznacza). Wiązanie brzmienia ze znaczeniem zawsze dokonuje się w pewnym kontekście, czyli nie jest to coś oderwanego od siebie.,

- transportujemy do naszej podświadomości melodię oraz intonację języka, co potem zaprocentuje, przy mówieniu oraz czytaniu w tym języku.

Więcej na temat samej metody w książce autorki pt. „Jak szybko i łatwo nauczyć się języka”.

Zaprezentowana metoda ma jedną wadę - może być trudno znaleźć odpowiednie materiały do jej zastosowania (przypominam - nie wystarczy sam tekst, ale potrzebne jest także jego nagranie). To faktycznie jest problem, ale od czego mamy Internet.

Pod tym adresem znajdziemy codziennie (od poniedziałku do piątku) właśnie to co trzeba :). A więc nagrany tekst w języku angielskim w formie dialogu (z wprowadzeniem do tematu dialogu, a także jego podsumowaniem lub krótkim komentarzem), a także jego autentyczne nagranie. Jedynie w czwartki zamiast dialogu, mamy .... - dalej nie zdradzę. Sprawdzenie tego pozostawiam ciekawskim :).

Dostępne są także podobne nagrania dla innych języków.


JG: Mówiliśmy tutaj o różnych skutecznych technikach, które są pomocne w nauce i zapamiętywaniu. Tak naprawdę jednak proces nauki zaczyna się od momentu, kiedy uczeń sięga po podręcznik i zaczyna czytać zadany mu materiał. Czytanie to bardzo ważna umiejętność, gdyż pozwala nam na poszerzanie swojej wiedzy i zdobywanie kolejnych umiejętności, więc warto mu poświęcić trochę uwagi. Ostatnio coraz większe zainteresowanie wzbudza tzw. szybkie czytanie. Co się właściwie kryje pod tym pojęciem i czy poleciłbyś uczniom taką metodę czytania?


PS: O szybkim czytaniu krąży wiele fałszywych mitów i poglądów.

Po pierwsze należy z całą mocą powiedzieć, że szybkie czytanie nie jest rozwiązaniem wszystkich możliwych problemów z dowolną formą nauki. Po drugie, szybkie czytanie nie jest przeznaczone dla wszystkich.

Aby dobrze to zrozumieć, zacznijmy od określenia, czym szybkie czytanie właściwie jest. Szybkie czytanie, to nic innego, jak forma/sposób odbioru drukowanej informacji. Pod wyrazem odbiór kryją się następujące czynności:

- znalezienie określonej informacji,

- przyswojenie jej,

- zapamiętanie.

Aby w ogóle szybkie czytanie miało jakiś sens należy dobrze określić CEL czytania danego tekstu. Wbrew pozorom takie cele mogą być zupełnie różne, np.:

- znalezienie odpowiedzi na określone pytanie,

- znalezienie określonej informacji (np. pewnej liczby, nazwiska, cytatu itp.),

- nabycie ogólnego rozeznania w danym temacie,
czytanie dla przyjemności.

Nie są to wszystkie możliwe cele czytania, ale te najpopularniejsze. Dwa pierwsze z nich nadają się do szybkiego czytania. Trzeci cel - warunkowo. Ostatni - absolutnie nie.

Dlaczego?

- wiedząc jakiej informacji szukamy, będziemy starali się ustalić, gdzie właściwie możemy ją znaleźć. Nie chodzi tutaj tylko o znalezienie odpowiedniej pozycji książkowej, ale przede wszystkim przeszukanie określonych rozdziałów czy fragmentów zawierających (najprawdopodobniej) poszukiwane przez nas informacje,

- wiadomo z góry, że poza poszukiwanymi przez nas informacjami, nie interesuje nas cała reszta, nie ma więc potrzeby czytać całej książki,

- jeśli szukamy konkretnej informacji (w postaci liczby, określenia itp.) nie ma nawet potrzeby czytania treści danego rozdziału; wystarczy prześlizgiwanie się po tekście,

- niekiedy wystarczy przejrzeć sam indeks, aby znaleźć to, czego szukamy,

- podstawą jest analiza spisu treści oraz ewentualnych komentarzy do poszczególnych rozdziałów zwykle zawierających streszczenie jego zawartości.

Wierz lub nie, ale takie dziwne czytanie, to właśnie jest szybkie czytanie. Zauważ, że można to także porównać do aktywnej pracy z tekstem, gdzie nie "poruszamy się" po danym tekście tak, jakby prawdopodobnie oczekiwał tego jego autor, ale podporządkowujemy jego strukturę naszym celom.

Innymi słowy, chodzi tu o nic innego, jak tylko ustalenie czego szukamy, dokonanie odpowiedniej analizy źródła oraz dotarcie do potrzebnej informacji. Całą resztę możemy zignorować.

Podstawą jest dokładne i konkretne określenie czego chcemy, czego potrzebujemy, a to wcale nie jest takie proste, jak by się mogło wydawać.

Dlatego też, jeśli chcemy coś przeczytać, aby zdobyć ogólną orientację w danym temacie, lub dla czystej przyjemności, to szybkie czytanie nie jest nam do niczego potrzebne, a nawet może nam zaszkodzić.

Szybkie czytanie, to szukanie i analizowanie. Nie ma tutaj miejsca na zachwycanie się nad stylem, językiem danego tekstu. Nie ma miejsca na "wczuwanie się" w tekst. Dla takich celów i przeżyć właściwy jest nasz dotychczasowy sposób czytania, czyli ten który znamy ze szkoły, a który daje się sprowadzić do następującego schematu:

znajomość liter/głosek - znajomość sylab - znajomość wyrazów - znajomość zdań.

Pamiętasz jak uczono Cię czytania? Najpierw poznawałaś litery, potem uczyłaś się sylab, a w dalszej kolejności składania z nich wyrazów. No i w końcu przychodził czas na pełne zdania. Taki sposób czytania jest wolny i mało efektywny w czasie poszukiwania konkretnej informacji, ale dzięki niemu:

- możemy zachwycać się literackimi walorami danego tekstu,

- nic lub zgoła nic nam nie umknie, bo przeczytamy wszystko z określonym stopniem koncentracji.

Nie ulega jednak wątpliwości, że większość pracy zawodowej polega na umiejętności szybkiego wyszukiwania oraz przyswajania nowych informacji i w takim kontekście jedynym efektywnym sposobem na zrealizowanie tego typu zadań jest właśnie szybkie czytanie.


JG: W swoich publikacjach podajesz wiele praktycznych ćwiczeń na wytrenowanie szybkiego czytania. Czy trudno jest nabyć tę umiejętność? Jakie są Twoje doświadczenia w tym zakresie?


PS: Trudno podać jakąś generalną zasadę, uniwersalny sposób na opanowanie umiejętności szybkiego czytania.

Jest to szalenie indywidualna sprawa. Wiadomo jednak, że im wcześniej zacznie się trening szybkiego czytania, tym potem jest łatwiej i "czyta się" szybciej, bo ten sposób czytania staje się naturalny. Ma to związek z wyeliminowaniem nabytych wcześniej błędnych nawyków czytania, które przyswajamy nieustannie - począwszy od przedszkola, a skończywszy na szkole podstawowej. Stąd też rosnąca tendencja wysyłania małych dzieci na kursy szybkiego czytania.

Osoba, która czyta tradycyjnie, będzie miała - zwłaszcza na początkowym etapie nauki szybkiego czytania - ogromne problemy, gdyż będzie musiała uporać się najpierw z błędnymi nawykami. To jest podobnie, jak z rzucaniem palenia papierosów. Ktoś, kto palił tydzień, czy miesiąc, może nie mieć w ogóle większych problemów z rzuceniem palenia, ale gdy ktoś pali od kilkunastu lat, to już jest wielki, ogromny problem.

Ja właśnie byłem w takiej sytuacji. Z ideą szybkiego czytania spotkałem się już w szkole podstawowej, ale tak naprawdę, to tym tematem zainteresowałem się w liceum i przez kilka długich lat miałem problemy z powracającymi nawykami błędnego sposobu czytania. To nie jest w żadnym razie tragedia, czy porażka, gdyż ogromna większość osób ma podobne tendencje - zwłaszcza jeśli chodzi o fonetyzowanie (czyli wypowiadanie czytanych słów głośno lub w myślach), które sprawia zdecydowanie najwięcej problemów. Co jednak ciekawe, choć eliminacja fonetyzacji uznawana jest za jeden z fundamentów szybkiego czytania, to część badań tego nie potwierdza i niektórzy trenerzy szybkiego czytania opowiadają się za pozytywną rolą fonetyzacji w rozumieniu czytanych tekstów. Według nich fonetyzacja paradoksalnie skraca czas pracy na danym tekstem, czyli przyczynia się do jego szybkiego przeczytania.

Jednak, aby nie popadać w zbyt zawiłe wyjaśnienia, moja osobista metoda na opanowanie umiejętności szybkiego czytania daje się sprowadzić do następującej listy kroków:

- zdobyć dokładną i rzetelną wiedzę o szybkim czytaniu. Nie od rzeczy byłaby wizyta w szkole szybkiego czytania.

- przeprowadzić osobistą analizę i ustalić czy faktycznie potrzebujemy tej umiejętności, czy nie. Jeśli nie, to odpuścić sobie temat. Jeśli tak, to ...
przeprowadzić kolejną analizę.

- ustalić najlepszy sposób trenowania dla siebie, po czym zgromadzić wszystkie potrzebne rzeczy, materiały oraz sformułować osobisty plan wskazujący, co należy robić i w jakiej kolejności. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytania: co, jak i po co oraz jak to sprawdzić.

- następnie trzymać się zasady znanej ze sportu, czyli ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Szybkie czytanie to praktyczna umiejętność i bez nieustannego, ciągłego treningu nic się nie osiągnie.

Nie jest ważne, ile Ci naprawdę zajmie opanowanie umiejętności szybkiego czytania. Ważne jest, żeby wiedzieć, że jest nam ona naprawdę potrzebna i trenować w sposób odpowiadający naszym naturalnym predyspozycjom oraz indywidualnej sytuacji.

Warto pamiętać, że każdy z nas jest inny, więc wszelkie generalne metody i sposoby na opanowanie szybkiego czytania wcale nie muszą Ci odpowiadać i wcale nie musisz z nich korzystać. Możesz to po prostu zrobić po swojemu, ale do tego potrzebna jest wiedza, stąd ważna rola w zdobywaniu informacji o szybkim czytaniu w ogóle i także o sobie samym.


JG: Niedawno wyszedł Twój najnowszy ebook zatytułowany „Zabójcza koncentracja”. Do kogo jest skierowany i czego czytelnik może po nim oczekiwać?


PS: Ebook „Zabójcza koncentracja” skierowany jest do osób początkujących w tematyce koncentracji. Przy jego pisaniu przyświecała mi ogólna myśl, iż tak naprawdę bardzo wiele w tym, czy osiągniemy powodzenie w naszej działalności (jakakolwiek by ona nie była) zależy od naszej umiejętności skoncentrowania się na jej wykonywaniu.

Wiadomo, że całą masę różnych umiejętności można nabyć jedynie poprzez praktykę. Jednak, jeżeli ćwiczymy coś w praktyce, ale jednocześnie robimy coś innego, albo mamy na głowie inne sprawy, o których ciągle myślimy, to ćwiczenie tej naszej umiejętności będzie stanowić tylko tło dla jakichś spraw pobocznych. To z kolei negatywnie odbije się na efektywności całego ćwiczenia. To jest właśnie brak koncentracji.

Wierzę, że każdy z nas doświadczył tego zjawiska, kiedy był całkowicie pochłonięty robieniem czegoś i zapominał o Bożym świecie. Wówczas nie zdawał sobie nawet sprawy, ile czasu minęło podczas wykonywania tej czynności. Z drugiej strony każdy z nas miał sytuacje, kiedy musiał zrobić coś ważnego i to szybko, ale nie był w stanie, bo ciągle myślał o czymś innym, a więc nie mógł się skoncentrować.

Informacje o tym, czym właściwie jest koncentracja, co ona daje i jak ją osiągnąć, daje mój ebook. Przy czym podkreślam, że nie jest to tylko sucha teoria, ale podaję mnóstwo różnych ćwiczeń pomagających uzyskać stan koncentracji wtedy, kiedy jest potrzebny.


JG: Rzeczywiście w każdym Twoim ebooku można znaleźć mnóstwo praktycznych ćwiczeń, które pozwolą - przy odrobinie wytrwałości - osiągnąć dobre rezultaty w przyswajaniu nowych informacji i nowych umiejętności. Jestem pewna, że rodzice - mając podstawową wiedzę na temat funkcjonowania naszego umysłu oraz znając różne metody zwiększania jego efektywności, podejdą do sprawy edukacji dzieci bardziej mądrze i świadomie. Będą potrafili mu pomóc wtedy, gdy dziecko - siedząc od dłuższego czasu nad książką - powie: mamo/tato, nic mi nie wchodzi do głowy. A to się zdarza dość często.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.


--

Paweł Sygnowski - autor ebooków edukacyjnych
Zobacz na czym polega naprawdę szybka nauka

Nauka nie będzie sprawiać Ci problemów

Jolanta Gajda – redaktorka serwisu SuperKid.pl

autorka ebooków z serii „ABC Mądrego Rodzica”

---

Paweł Sygnowski - autor ebooków edukacyjnych http://www.pawelsygnowski.info/ - Praktycznie wszystko o właściwym użytkowaniu Twojego mózgu.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Dziecko – jedna z największych inwestycji

Autorem artykułu jest Dawid Pisarski



"Od kilku lat polscy demografowie biją na alarm – z roku na rok spada liczba narodzin dzieci. Dlaczego? Czy ludzie nie chcą mieć już dzieci? Nic podobnego, to raczej otaczające przyszłych rodziców warunki społeczno-ekonomiczne zniechęcają do podjęcia decyzji o poczęciu potomka.

 

Przyczyn takiego stanu rzeczy można podać kilka:
– bezrobocie;
– krótki urlop macierzyński;
– coraz trudniejszy do uzyskania urlop wychowawczy, a co za tym idzie, coraz większa troska o bezpieczny powrót do pracy;
– coraz mniejsza pomoc społeczna;
– odkładanie decyzji o małżeństwie.


Wszystko to sprzyja coraz mniejszej liczbie urodzeń.

Myślenie na zasadzie „jakoś to będzie” – tak popularne jeszcze 20 lat temu – odchodzi w niepamięć wobec obecnych warunków gospodarczych. Niemalże od dnia urodzenia dziecko wymaga bowiem nakładów finansowych, które wzrastają wraz z jego wiekiem. Na pomoc społeczną, prorodzinną politykę w zakładzie pracy rzadko można liczyć. Rodzice, pracując coraz dłużej, są zmuszeni pozostawiać swoje pociechy pod opieką teściowych, opiekunek itp., co wcale nie jest komfortowym rozwiązaniem.

Sam poród i wyprawka dla niemowlęcia to istotny wydatek. Aby rodzić po ludzku i pozostawić w pamięci wspomnienia z porodu jako wyjątkowego wydarzenia (a nie jako koszmaru z pobytu w szpitalu i rodzenia na sali z 10 innymi kobietami albo na korytarzu), trzeba zazwyczaj płacić. Za pokój, aby mieć gwarancję przyjęcia do szpitala, a nie, jak to często ma miejsce, być odesłanym do innego. Aby mieć indywidualną asystę położnej. Aby mieć możliwość porodu wspólnie z mężem. Za to wszystko, co wydawałoby się oczywiste i dostępne, z reguły trzeba płacić. A to dopiero początek wydatków dla świeżo upieczonych rodziców. Wózek, łóżeczko, poród, szkoła rodzenia, która nie jest już luksusem dla nielicznych, to często łączny wydatek rzędu 4000–5000 zł.

 

To wszystko, kiedy dziecko się narodzi, a co dalej?

Już przed narodzeniem dziecka rodzice mogą czynić realne plany wobec swojej pociechy, co bez pieniędzy jest praktycznie niemożliwe. Coraz powszechniejszy pęd do edukacji powoduje, że już od przedszkola rozpoczyna się wyścig rodziców o jak najlepsze warunki dla swoich pociech. Prywatna szkoła podstawowa, zajęcia dodatkowe, gimnazjum i studia wymagają od rodziców znacznych nakładów finansowych.

Dziecko – jedna z największych inwestycji
Na tym tle widać coraz większe rozwarstwienie społeczeństwa na klasy: wyższą (bogatą) i niższą (biedną). Mając pieniądze, możemy podejmować wiele decyzji, które mają istotny wpływ na życie nasze i naszych najbliższych. Czy nam się to podoba czy nie, pieniądze są paliwem, bez którego nie sposób w pełni funkcjonować."

 

Zmień swoją sytuację finansową!: http://finanse-osobiste.zlotemysli.pl/ohh,1/

Zainwestuj 26,90zł by w przyszłości nie mieć problemów finansowych!

 

„Jest tylko jedna rzecz gorsza od starości – starość bez pieniędzy”

Był to fragment publikacji Tomasza Bara - Praktyczne porady finansowe

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wykształcenie a sukces

Autorem artykułu jest Klaudia Rudzik



Artykuł ocenia współczesną edukację i definuje próby zmiany jej na lepsze. Poza tym udowadnia, że certyfikaty nie zawsze ida w parze z sukcesem.
„Mimo swego wykształcenia i inteligencji,
głupi człowiek nie pozna swojej prawdziwej Jaźni,
zaś osoba podła nie porzuci swoich złych cech.
Nowoczesna edukacja prowadzi tylko do umiejętności dyskutowania,
a nie do pełnej mądrości.
Jakiż pożytek z edukacji, która nie może zaprowadzić do nieśmiertelności?
Zdobywajcie taką wiedzę, która uczyni was nieśmiertelnymi. „


Czy edukacja nie straciła sensu ? Czyż nie karmiono nas w szkole bajkami o tym, jak to po studiach będzie pięknie i kolorowo? Czyż nie pozwolono nam w te bajki uwierzyć?

W dobie tak szybkich zmian, i przepływu takiej ilości informacji, system edukacji pozostawia wiele do życzenia. Rodzą się bowiem nowe sfery gospodarcze, tworzą się nowe rynki. Rodzą się też pytania młodych ludzi: Jak sprostać wymaganiom takim jak: wszechstronność, świadomość i twórczość ? W sumie każdy dzierga odpowiedzialność za swój własny sukces, w swoich własnych rękach, ale nie czarujmy się, potrzebujemy nowych form edukacyjnych po to, by ułatwić młodym ludziom, funkcjonowanie w tym galopującym świecie.


ROZWÓJ NAJISTOTNIEJSZY……..

Współczesna edukacja powinna uwzględniać w swoich ramach program indywidualnego podejścia do ucznia, który mógłby uwypuklić jego talenty, zachęcić do rozwoju własnego, a przede wszystkim sprawić, by szkoła nie kojarzyła się tylko z musowym byciem, i zaliczeniem kolejnego egzaminu, po którym wiedza książkowa ulatnia się tak szybko, jak to tylko możliwe. Pani J. Parafiniuk-Soiśka uważa, że „wykształcenie ogólne na poziomie podstawowym, przeznaczone dla wszystkich, winno być tak zaprojektowane, aby uwzględniało w miarę nowoczesną i scaloną wiedzę podstawową z różnych dyscyplin naukowych, i trzy jej warstwy kultury: lokalną, narodową, ogólnoludzką, i aby nabywanie wiedzy prowadziło do rozwoju człowieka”. Szkoła powinna pomagać rozwijać w sobie pasje uczniów i ich zainteresowania, zamiast wtłaczać ich w sztywne ramy programowe, tych przedmiotów, które nie stanowią dla nich żadnego przedmiotu zainteresowania.



POMOC W POSZUKIWANIU PASJI ŻYCIA…..

Znajdź swoją pasję. Rób to co kochasz. Od ilu nauczycieli to słyszałeś ? Ilu powiedziało ci uczciwie, idź za swoim głosem. Ilu z nich chciało się dowiedzieć, jakie masz plany na przyszłość, i jak pomóc Ci w ich osiągnięciu ? Ilu znałeś kolegów, którzy nie wiedzieli co dalej, lub może nawet ty sam, nie byłeś zdecydowany na jakie pójść studia lub jakie wybrać gimnazjum ? Nauczyciel, jak rodzic powinien ukierunkowywać uczniów, doradzać im, i przewodzić. Być jak mentor, jak trener, który stawia warunki i podnosi poprzeczkę, ale z uwzględnieniem głównego podmiotu, czyli ucznia.


NASTAWIENIE NA SUKCES….

Edukacja nie powinna podcinać skrzydeł. Powinna zachęcać wybitnych uczniów do tego, by realizowali swoje marzenia. A co z tymi, których szkoła nie interesuje? Czy twierdzenie, że bez szkoły i edukacji zostaną wypchnięci poza margines społeczny jest słuszne? Nie do końca. Zobacz sam :

• Bill Gates. Świetnie radził sobie w podstawówce. Później dostał się do jednej z najlepszych szkół średnich w Seattle. Tam jednak ,,zaraził się" komputerami i programowaniem, co zaważyło na jego przyszłej edukacji. Poświęcił się programowaniu. W 1973 roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Harvarda. Dwa lata później porzucił je i razem z Paulen Allenem, kolegą z Harvardu, założył Microsoft. Teraz jest najbogatszym człowiekiem świata, jednym z właścicieli najpotężniejszego producenta oprogramowania i współzałożycielem Fundacji Billa i Melindy Gatesów.


• Michael Dell. W wieku 19 lat porzucił naukę w college'u i założył firmę PC's Limited, później przemianowaną na Dell. Przez całe lata koncern Della był największym i najbardziej dochodowym producentem komputerów osobistych na świecie. W ostatnich miesiącach wyprzedził go HP, ale obie firmy idą łeb w łeb, więc na rynku pecetów ciężko znaleźć przedsiębiorstwo, które mogłoby równać się z Dellem.

• Henry Ford to jedna z najważniejszych postaci w historii przemysłu. Legendarny wynalazca taśmy produkcyjnej nie wieszał na swojej ścianie dyplomów, bo ich nie posiadał. Temu mechanikowi-samoukowi wystarczyła pasja, dzięki której w wieku 28 lat został inżynierem w Edison Illuminating Company, a dwa lata później był już głównym inżynierem. Ford, mając 40 lat, stał się współzałożycielem Ford Motor Company. Okazał się również wyjątkowo dobrym menedżerem. Gdy w 1914 roku zaczął płacić robotnikom 5 dolarów dziennie, inni przedsiębiorcy zapewne pukali się w głowy. To było dwukrotnie więcej niż stawka rynkowa. Ford jednak wiedział, co robi. Inwestując w ludzi, spowodował, że przeszli do niego najlepsi inżynierowie. Efekt? Ford do dzisiaj jest jednym z największych producentów samochodów, a Henry Ford - jednym z największych innowatorów przemysłu.

• Frank Lloyd Wright - prawdopodobnie najbardziej wpływowy architekt XX wieku. Architekt ukończył podstawówkę, ale nigdy nie chodził do szkoły średniej. Później dostał się na specjalnych prawach na University of Winsconsin, na który uczęszczał tylko przez dwa semestry. Gdy zmarł w wieku 92 lat (1959 rok) miał na swoim koncie około 1100 projektów, z których połowa została zrealizowana. Prace Wrighta inspirowały całe pokolenia architektów.

• Richard Branson. Twórca koncernu Virgin zajmuje się i telekomunikacją (Virgin Mobile), i mediami (Virgin Radio, Virgin Media), i turystyką (Virgin Balloon Flights), i ochroną środowiska (Virgin Green Fund), ale znany jest przede wszystkim jako właściciel linii lotniczych oraz firmy Virgin Galactic, która buduje właśnie pierwszy na świecie port kosmiczny. Richard Branson, ukończył szkołę średnią i zrezygnował z dalszej edukacji. Już w wieku 16 lat wydawał pismo Student Magazine, rok później założył organizację charytatywną Student Advisory Centre, a w roku 1973 na rynek trafiła pierwsza płyta nagrana w studiach Virgin (firma powstałą w 1970 roku). Był to album Mike'a Oldfielda ,,Tubular Bells", który sprzedał się w nakładzie ponad 5 milionów egzemplarzy. Teraz Branson zajmuje się nie tylko muzyką, a jego firmy działają w ponad 30 krajach.

• Coco Chanel. Wywarła tak wielki wpływ na modę, że jako jedyna osoba z tego segmentu rynku trafiła na listę ,,100 najbardziej wpływowych osób XX wieku" magazynu Time. W wieku 18 lat opuściła sierociniec i zaczęła pracować w warsztacie krawieckim. Tam poznała swojego przyszłego kochanka, angielskiego playboya Etienne'a Balsana. Zajęła się hobbystycznym projektowaniem kapeluszy, które szybko zyskały sobie uznanie pań z paryskiej elity, do której wprowadził ją Balsan. Tak rozpoczęła się wielka kariera największej z ikon mody.

• Walt Disney, nie był zbyt pilnym uczniem. Szkołę porzucił już w wieku 16 lat. Chciał wstąpić do armii, jednak nie przyjęto go ze względu na wiek. Przyłączył się więc do Czerwonego Krzyża i wziął udział w I wojnie światowej jako kierowca ambulansu. Koniec wojny nie oznaczał jednak, że niewykształcony Disney nie miał czego szukać w ,,cywilu". Rozpoczynał jako rysownik w gazetach i twórca plakatów kinowych. Później przeniósł się do Hollywood, gdzie, po nieudanych próbach autorskich, zajął się filmem animowanym. Nikomu nie trzeba mówić, jak się to skończyło.

Dyplom, jak widać, nie ma już tej magicznej siły. Nie chodzi mi tutaj wcale o to, by zaniechać edukacji, pod każdym względem, ale o to, żeby zmienić jej jakość. Czy nauczyciele, chcieliby by ich uczniowie poczuli się oszukani ? Dlaczego ludzie po studiach czują się tacy rozczarowani? Może dlatego, że szkoła nie nauczyła ich, jak wychodzić z życiowej bezradności? Jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Może zamiast programów, tabelek, książkowej wiedzy, potrzebujemy zorganizowania w szkołach większej ilości praktyk, warsztatów, stażów, i takich zajęć, by wychodziły one poza szkolne mury i by ściśle wiązały się ze współczesnym światem, zamiast odgradzać od niego świeżo upieczonych absolwentów ? „Każdy, na swoją własną miarę, powinien być w szkole wyposażony w taki aparat pojęciowy, wiedzę i sprawności, które umożliwią mu odnalezienie swojego miejsca w społeczeństwie. I niekoniecznie musi to być miejsce w pierwszym rzędzie. Ważne, by z tego powodu nie ulegać frustracji, być przygotowanym na odmiany losu i umieć stawić im czoło. W tym może pomóc właśnie dobre wykształcenie.” – uważa Piotr Legutko.

Czy my rzeczywiście musimy ten sukces osiągać, i czym jest dla nas sukces? Każdy zna swoją odpowiedź, ale dla mnie podstawową miarą sukcesu jest realizacja marzeń i pasja. A edukacja? Tak, ale wyłącznie dobra edukacja. W przeciwnym razie, rynek pracy wypluje nas przed tym, zanim na nim zaistniejemy.


---

Qsobie-sukces,rozwój,duchowość


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl